Lgnięcie i unikanie – ciche mechanizmy, które podtrzymują cierpienie
W praktyce uważności często wracamy do pytania: dlaczego, mimo szczerych chęci, wciąż doświadczamy napięcia, frustracji czy zmęczenia sobą i światem?
Jedną z odpowiedzi, bardzo prostą, a jednocześnie głęboką, są dwa naturalne mechanizmy ludzkiego umysłu: lgnięcie i unikanie.
Nie są one niczym złym ani „błędem do naprawienia”. Wręcz przeciwnie – mają swoje korzenie w potrzebie bezpieczeństwa i komfortu. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynają kierować naszym życiem automatycznie, poza naszą świadomością.
Lgnięcie – gdy „chcę więcej” staje się napięciem
Lgnięcie to skłonność do trzymania się tego, co przyjemne, znane, dające ulgę lub poczucie kontroli. Może dotyczyć rzeczy bardzo różnych: relacji, osiągnięć, opinii innych, określonych stanów emocjonalnych, a nawet wyobrażeń o tym, jacy „powinniśmy być”.
Na pierwszy rzut oka lgnięcie wydaje się czymś niewinnym. Chcemy, żeby było dobrze. Chcemy spokoju, miłości, docenienia. Trudność zaczyna się wtedy, gdy pojawia się napięcie:
żeby to zostało, żeby się nie zmieniło, żeby nie stracić.
Podczas „Treningu redukcji stresu opartego na uważności” ( MBSR) zauważamy, że lgnięcie często wiąże się z subtelnym lękiem. Umysł próbuje zatrzymać coś, co z natury jest zmienne. A im mocniej próbujemy trzymać, tym więcej wysiłku i napięcia się pojawia.
Unikanie – gdy „nie chcę tego czuć” zamyka przestrzeń
Drugim mechanizmem jest unikanie – odruchowe odsuwanie od siebie tego, co nieprzyjemne, trudne, bolesne. Mogą to być emocje, doznania w ciele, myśli, a czasem całe sytuacje życiowe.
Unikanie bywa bardzo sprytne. Czasem przyjmuje formę działania bez przerwy, innym razem – rozpraszania się, racjonalizowania, odkładania „na później”. Przynosi chwilową ulgę, ale długofalowo często wzmacnia to, przed czym uciekamy.
W praktyce uważności uczymy się zauważać, że to nie samo doświadczenie jest najtrudniejsze, lecz opór wobec niego. Kiedy pojawia się wewnętrzne „nie chcę, żeby tak było”, ciało się napina, oddech skraca, a umysł zaczyna walczyć z rzeczywistością
Między lgnięciem a unikaniem – przestrzeń uważności
MBSR nie polega na pozbywaniu się lgnięcia i unikania. Nie chodzi o to, by stać się kimś „ponad emocjami” czy zawsze spokojnym. Praktyka zaprasza raczej do rozpoznawania tych mechanizmów z łagodnością.
Kiedy zauważamy:
„O, teraz bardzo chcę, żeby było inaczej”
albo
„Teraz mocno czegoś nie chcę czuć”,
pojawia się moment wyboru. Możemy na chwilę się zatrzymać, poczuć oddech, zauważyć ciało i sprawdzić, jak jest teraz, bez natychmiastowej reakcji.
To właśnie w tej krótkiej pauzie rodzi się większa wolność.
Uważność jako praktyka zgody, nie rezygnacji
W MBSR uczymy się zgody rozumianej nie jako poddanie się czy bierność, lecz jako gotowość, by zobaczyć rzeczywistość taką, jaka jest w tej chwili. Bez upiększania, ale też bez dramatyzowania.
Gdy lgnięcie i unikanie stają się zauważalne, tracą część swojej mocy. A my zyskujemy więcej miękkości wobec siebie i życia. Często odkrywamy, że to, co trudne, jest do uniesienia, a to, co przyjemne, nie musi być kurczowo trzymane, by mogło być w pełni doświadczone.
To proces. Delikatny, stopniowy, bardzo ludzki. I właśnie dlatego tak wspierający.
MBSR – Kurs redukcji stresu oparty ma uważności
Takie właśnie tematy – lgnięcie, unikanie, automatyczne reakcje umysłu i sposoby, w jakie możemy odnajdywać więcej przestrzeni i wyboru – są szerzej i praktycznie eksplorowane podczas 8-tygodniowego kursu MBSR (Mindfulness Based Stress Reduction).
Kurs daje czas i bezpieczne ramy do osobistego doświadczenia uważności, do zadawania pytań i do sprawdzania, jak te mechanizmy działają w codziennym życiu – w relacjach, w pracy, w kontakcie z samą/samym sobą.
Więcej informacji o kursie MBSR oraz mojej pracy znajdziesz tutaj:
👉 https://mindfulfriends.pl